Bez Porównań


Słuchając muzyki rockowej tworzonej w nurcie tego, co nazywamy rockiem, trudno czasami nie zastanowić się, czy ma ona jakąś ponadczasową wartość.

Fakt: niektóre cechy stylu lubianych przez nas zespołów są nowatorskie i ciekawe. Stają się fundamentem dalszych poszukiwań, a jednocześnie same pozostają żywe. Można jednak stwierdzić, że za mało czasu minęło, żeby 'obiektywnie' oceniać ich wartośc muzyczną. King Crimson jest dla mnie jednym z najbardziej enigmatycznych zespołów rockowych. Jego ogromny wkład w progresywny rock wymyka się łatwej i wyraźnej definicji. Dlaczego? Jako jedna z niewielu grup uprawiajacych ten rodzaj rocka przez cały czas działalności pozostała wierna swojej eksperymentalnej filozofii. Robert Fripp od zawsze tworzył muzykę ambitną, łączącą różne, w tym też pozarockowe wpływy. Pamiętam, czytałem z nim wywiad w piśmie "Guitar Player". Zaskoczył mnie wtedy jego stosunek do pracy w grupie. Był śmiertelnie poważny. Fripp chciał utrzymać swój wysoki poziom techniczny, ćwiczył wiele godzin dziennie, ciągle poszukiwał nowych możliwości swojego instrumentu i rozszerzał znajomość różnych, współczesnych stylów muzyki poważnej. Zrobił na mnie wrażenie muzyka zupełnie nie pasującego do konwencji wielkiego gitarzysty rockowego.

Rzeczywiście, Fripp nie był showmanem jak Jimi Hendrix, czy Jimmi Page. Grywał odwrócony plecami do widowni, czasem nawet za kotarą. Trema? Może chęć całkowitego skupienia się na grze? Fripp nie był pierwszym muzykiem, któremu kontakt z publicznością przeszkadzał w realizacji perfekcyjnie pojętych ambicji twórczych.

Twórczość King Crimson często określa się jako intelektualną. Dla mnie muzyka jest najbardziej intelektualną ze sztuk. Dlaczego? Bo jest zupełną abstrakcją. To, że pewne typy muzyki działają podobnie na wszystkich, że rozpoznawalny, powtarzany rytm wyzwala chęć ruchu, że pewne melodie chce się nucić jest przypadkiem. Muzyka- jak nam dwudziesty wiek dobitnie wykazał- to wszystko, co słyszymy.

King Crimson na pewno nie należał do zespołów dyskotekowych. Rytm jednak spełniał olbrzymią rolę w jego muzyce. Był on skomplikowany: zmienny, obcy naszym wychowanym na równych podziałach uszom, w istocie brzmiący syntetycznie. Może więc ta właśnie strona King crimson, uniemożliwiająca łatwe kołysanie się w "takt", spowodowała, że miano "intelektualny" przylgnęło do zespołu. W jego repertuarze można znaleźć szczeroką skalę środków muzycznych. Od współczesnych- atonalnych do ludowych- japońskich, arabskich, cygańskich. Jak i od surowych brzmień instrumentów smyczkowych do elektronicznych efektów gitarowych, klawiszowych i taśmowych. Wszystko to po mistrzowsku splatane w niezwykłe kombinacje daje osobliwe brzmienie, z którego słynie zespół.

Czy ta synteza jest procesem intelektualnym czy intuicyjnym? W sztuce często daje się nam do zrozumienia, że wspaniałe osiągnięcia są dziełem iskry Bożej czy przypadku. CZasami tak jest, ale większość trwałych dokonań wynika z systematycznej pracy, przyprawionej talentem i intuicją. King Crimson jest tego przykładem.

Fripp i spółka zmienili moje życie. Pokazali mi, że dynamizm rocka może być podporządkowany nowym formom, nowym skalom, skomplikowanym rytmom... bez utraty najważniejszego atrybutu: żywiołowości. Może przeraźliwie czasami zniekształcona gitara Frippa, skrzypce Crossa i szalone podkłady perkusyjne Bruforda decydowały- jak dla mnie- że był to nadal rock. Duża rozpiętość stylistyczna, od ballad do pseudometalu, lokuje King Crimson gdzieś pomiędzy Pink Floyd, Genesis, Electric Light Orchestra, Iron Butterfly i Lou Reedem. Trochę nieokreślone miejsce? Nie dlatego, że nie da się tej muzyki łatwo porównać z czymkolwiek. King Crimson pchnął mnie w kierunku współczesnej muzyki awangardowej, jak dotąd skutecznie.

Niezależnie od "górnolotnych" ambicji King Crimson potrafił czasami chwycić ciekawymi i 'o zgrozo' wpadającymi w ucho melodiami czy aranżacjami (posłuchajcie 21st Century Schizoid Man czy Easy Money). Jednak pesymistyczne, egzystencjalne teksty, nie pozwalały na przeniesienie tych kompozycji w szeregi 'radosnych' hitów. Zespół zaliczony został do progresywnego rocka. I tam został. Chyba dobrze. Zainspirował mnie wiernością swym ideałom. A perfekcję, z jaką tworzył swą unikalną muzykę, będę zawsze podziwiał.

Autor: Krzysztof Cieliński (Tylko Rock- nr 11 [15] 1992)