Recenzja koncertu King Crimson z 16.06.03


To był genialny, trwający ponad dwie godziny koncert, choć początek wcale tego nie zapowiadał. Może się czepiam, ale pierwsze takty The Power To Believe I: A Cappella przyniosły zgrzyt. Adrian Belew nie trafił w klawisz na syntezatorze przetwarzającym śpiewany przez niego temat. To bolało. Na szczęście tylko chwilę. Zaraz potem dostaliśmy kolejną "żywą" odsłonę ze świetnej ostatniej płyty. Level Five nie pozostawił złudzeń - King Crimson jest w świetnej formie. Po lewej stronie sceny w lekkim rozkroku na wyprostowanych nogach stał Trey Gun. W środku wykonywał swój dziwny taniec z uginaniem kolan wiecznie zadowolony Adrian Belew, za jego plecami uwijał się Pat Mastelotto. Jedynym, którego nie oświetlał jasny snop światła, był Robet Fripp. Siedział bokiem do publiczności, po prawej stronie sceny i wyglądał, jakby znalazł się tu przypadkiem i w sumie na chwilę. Gdzieś w środku o miłej formie powitania przypomniał sobie Belew: Hello Warsaw. It's nice to be here again. Jeszcze chwila braw i wiadomo było, że to koniec. Nie szczędząca aplauzu publiczność ściągnęła jednak muzyków jeszcze dwa razy. Najpierw zagrali w trio, po czym miejsce na scenie zajął Adrian Belew i tylko z akompaniamentem gitary zaśpiewał Three Of A Perfect Pair. Pierwszy bis w pełnym składzie zakończyli Elephant Talk. Na kolejny trzeba było trochę poczekać, ale było warto. Już pierwsze dźwięki Frame By Frame wywołały żywą reakcję publiczności, Red dopełnił szczęścia na tyle, że skończyło się na standing ovation. Każdy pewnie miał swoją niezrealizowaną listę życzeń. Recenzentowi zabrakło chociażby Cat Food, Heartbeat, czy Eyes Wide Open. Zrekompensował to po części Robert Fripp, regularnie przy bisach kryjący się gdzieś za zestawem perkusyjnym. Tym razem najpierw przy pomocy zrobionej z dłoni lornetki ogarnął wypełnioną Salę Kongresową (której podobno nie lubi), potem pozdrowił oklaskującą go publiczność. Na koniec przeszedł chyba sam siebie, dołączając do reszty zespołu na środku sceny. Kilka ukłonów i podziękowań i już można było kierować się do wyjścia.

Autor: Paweł Czajkowski
Teraz Rock