Kolorystykę malarstwa średniowiecznego determinował autorytet Kościoła. Szata Madonny była zawsze niebieska, płaszcz czerwony, itp. Możliwości w zakresie kompozycji kolorystycznej były więc niewielkie. Podobny wyraz ma rysunek dziecka, które z nieodmnienną naiwnością maluje niebieskie niebo, żółte słońce i czarny dym z komina. Być może analogia z rockiem jest tu naciągnięta, ale nikt nie zaprzeczy, że bardzo długo była to muzyka o ściśle określonym porządku kolorystycznym o konsekwentnie gitarowym brzmieniu. Właściwie dopiero z końcem lat sześćdziesiątych zauważono, że tak być nie musi. Gitarzysta i kompozytor Robert Fripp kolorystyczną heraldykę rocka uczynił przedmiotem artystycznego buntu. Prowadząc zespół King Crimson dowodził, że gitarę z powodzeniem zastąpić może flet bądż saksofon, kornet czy obój, wibrafon albo mellotron. Próbował zarazem odpowiedzieć na pytanie, jakie możliwości daje tej muzyce instrumentacyjna swoboda. Klasycyzujący nurt rocka odświeżył na początku lat siedemdziesiątych kolorystykę tej muzyki w sposób zdecydowany, a propozycja King Crimson odegrała w tym procesie ogromną rolę. Ale sprowadzenie oceny dość krótkiej, kilkuletniej działalności zespołu do niezwykłej inwencji aranzacyjnej byłoby dlań mimo wszystko niesprawiedliwe. Fripp zawdzięcza muzyczne fascynacje prowincjonalnemu nauczycielowi szkoły średniej. To on odkrył przede mną subtelności i wdzięk muzyki poważnej. Przedstawił nam wszystko, od 'Ognistego Ptaka' Strawińskiego po Symfonię 'Z Nowego Świata' Dvoraka. Dziś są to moje ulubione utwory, ale wtedy słuchając 'Ognistego Ptaka' zwijałem się ze śmiechu. Jako twórca rocka Fripp należy do grona apologetów idei przełamywania barier pomiędzy różnymi gatunkami muzyki. Tak chętnie proponowany z perspektyw rocka czy jazzu program, bardzo często wspiera jedynie nie znajdujący artystycznego uzasadnienia eklektyzm. Kiedy Fripp konkretyzuje swoją koncepcję okazuje się, że ma na myśli wyrażanie emocjonalności charakteryzującej muzykę jednego rodzaju przy pomocy kodu znaczeniowego, 'jezyka' znamionującego rodzaj zupełnie inny. Warstwa emocjonalna danej formy wypowiedzi muzycznej jest więc dla niego sprawą nadrzędną. Natomiast 'słownictwo' można zmieniać bez zachwiania emocjonalnej prawdy rocka w tym wypadku. Oto punkt wyjścia dla grupy King Crimson.
Zespół powstał w roku 1967 pod nazwą Giles Giles And Fripp i nagrał jedną płytę, która w ciągu roku rozeszła się na świecie w liczbie 600 egzemplarzy, w tym 40 w Kanadzie, w Szwecji 1. W tej sytuacji zespół zawiesił działalność z końcem 1968 roku, by w styczniu podjąć jeszcze jedną próbę, tym razem pod nazwą King Crimson. Pierwszy oficjalny koncert miał miejsce w londyńskim klubie Speakeasy 9 kwietnia. Wtedy Fripp przedstawił swoje twórcze credo: Podstawą King Crimson jest zorganizowana anarchia, wyzwalanie potężnych sił chaosu i szukanie różnych dróg dla przywrócenia jej równowagi. Muzyka ma się raczej wyzwalać niż rozwijać. Jednoznacznie określony zostaje tylko główny temat, dzięki temu w muzyce zespołu odbić się mogą szerokie zainteresowania wszystkich instrumentalistów.
Wielu recenzentów zwracało uwagę na horyzont filozoficzny twórczości King Crimson, ale próby szukania w tej muzyce patetycznej tonacji wydają się błędnym tropem. Frippowi udało się uniknąć wszechobecnej w klasycyzującym nurcie, a obcej istocie rock and rolla solenności, ceremonialności, choć takie wrażenie sprawiać może fragmentaryczna znajomość dorobku King Crimson. Frippowi nie chodziło bynajmniej o pokrycie rocka patyną muzyki minionych stuleci, jak ironicznie można okreslić ambicje Yes czy Genesis. Jego zamiarem była synkretyczna deformacja rockowego idiomu, a jej celem odbicie rockowej emocjonalności w zwierciadle obcej mu estetyki, stworzenia kontrapunktu 'piękna' muzyki poważnej i 'brzydoty' rocka.
Rozładowująca chwile zadumy i liryzmu w gwałtownych kulminacjach muzyka King Crimson nie poddaje się opisowi. Uwagę słuchacza zwraca wagnerowska monumentalizacja i odważna polifonizacja. Jest tu też miejsce dla drapiezności free jazzowej anarchii i ekspresji elektonicznych pasaży, przeciwstawiających się jakby ontologii czasu i wywołujących wrażenia dalekie od eufonii, podobnie jak brutalizujące wyrazy zniekształecnia głosu ludzkiego. Posiadając wyjątkową zdolność do komponowania atrakcyjnych linii melodycznych Fripp wprowadza także wagnerowskie 'nieskończone melodie', formę którą Strawiński nazywa raczej gwałtem zadanym melodii niż melodią... Momentami kompozytor zdradza też wiarę aleatorystów w wyrazową logikę ciągu przypadkowych zdarzeń muzycznych. Jednym słowem jego twórczość robi wrażenie niespotykanego w rocku rozrzutu stylistycznych środków, ale mimo wszystko nie chaosu - można by ją okreslić słowami Norwida: bywa podobną do jaskółek lotu, który ma cel swój, acz o wszystko trąca. Płytę Islands kończy niezwykła coda. Członkowie grupy stroją instrumenty, rozmawiają, ekipa nagraniowa przygotowuje sprzęt. Chaos, z którego wyłonić ma się spójna muzycznie myśl.
Fripp jako współzałożyciel King Crimson reprezentował otwartą osobowość twórczą. Formując zespół akceptował pomysły wszystkich pozostałych członków grupy, wręcz prowokował do wypowiadania w ramach niezbyt przecież precyzyjnie zakreślonej crimsonowskiej koncepcji własnej osobowości muzycznej. Pierwsza płyta była wg informacji na kopercie dziełem zespołowym, choć z perspektywy czasu i późniejszych nagrań wygląda na to, że przede wszystkim starły się tu ambicje Frippa oraz multiinstrumentalisty, kompozytora Iana McDonalda. W czerwcu 1968 roku rozszerzył on razem z Judy Dyble skład tria Giles Giles And Fripp i kilka miesięcy później wspólnie z Frippem utworzył King Crimson. Po nagraniu płyty odszedł jednak, nie godząc się, jak wyznał, na artystyczne kompromisy. Porównanie In The Wake Of Poseidon, następnej płyty grupy z albumem nagranym przez McDonalda w duecie z Michaelem Gilesem, krótko po opuszczeniu przez nich King Crimson dowodzi zbieżności zamysłów. Podobny wyraz aranżacyjny, równie barwna melodyka, kultura w połowywaniu się na estetykę muzyki poważnej. Staccato 'rockowej orkiestry' McDonalda daje momentami wrażenie, nerwowej niemal pulsacji, ale rozwadnianie emocjonalnej intensywności według receptury wypróbowanej wcześniej przez grupy pokroju Moody Blues sugeruje jakby, że kompozytor wstydzi się związku z rockiem. Stąd być może oskarżenie pozostającego na rockowym gruncie Frippa o kompromis. Na marginesie dodać warto, że z końcem lat siedemdziesiątych gruntownie wykształcony w zakresie teorii muzyki, harmonii i orkiestracji McDonald znalazł się w interesuącej ale dość zachowawczej grupie rockowej Foreigner, akceptując jakby bankructwo własnej koncepcji, gdy Fripp nie przestał eksperymentować, realizując często zamierzenia bulwersujące- wytwórnia RCA przez wiele miesięzy nie mogła zdecydować się na wydanie płyty Sacred Songs uznanej za kontrowersyjną mimo entuzjastycznych recenzji. Idea zorganizowanej anarchii wydawać się może mglista i efekciarska, tak jak barwna metaforyka większości cytowanych przez prasę wypowiedzi lidera King Crimson. A chodzi po prostu o bunt przeciwko sztucznie zakreślonym ograniczeniom rockowej fabuły bez negacji jej samej, a tym bardziej bez wstydu.
W konfrontacji z ambicjami McDonalda, Fripp stanął wobec dylematu: artystyczne ustępstwa czy rezygnacja ze współpracy. Współpracy owocnej skoro nagrana po odejściu McDonalda płyta In The Wake Of Poseidon zawiera jeszcze jego szkice. Wybierając drugie rozwiązanie Fripp zdecydował się na obronę własnej linii za wszelką cenę. W marcu 1970 odrzucił zaproszenie grupy YES, której członkowie zaproponowali mu miejsce Pete'a Banksa. Jak później wyjaśniał, zdobył całkowitą pewność kierunku swoich poszukiwań, w rezultacie nie mógłby pracować jako członek znakomitego zespołu nie mając we wszystkich artystycznych sprawach zagwarantowanego prawa do decydującego słowa. Kolejne po In The Court..., moim zdaniem, kluczowe, a na pewno najbardziej poszukiwawcze w dorobku grupy płyty zawierają niemal wyłącznie utwory podpisane przez Frippa (wspólnie z autorem tekstow Pete'em Sinfieldem). Późniejsze, od Larks' Tongues In Aspic są efektem bardziej kolektywnej pracy twórczej, ale i tu figuruje obecna na okładkach wszystkich chyba albumów adnotacja: Devices by Robert Fripp.
Żądał od muzyków pełnego zaangażowania. Crimson musi być sposobem życia - mówił. Zakładając współpracę z muzykami o dużych aspiracjach twórczych oczekiwał od nich inwestowania swych ambicji w realizacje jego koncepcji. Pozyskał dla swych pomysłów jazzowego pianistę Keitha Tippetta, oboistę Robinsona Millera, kornecistę Marca Chariga, basistę Harry'ego Millera, sopranistkę Paulinę Lucas. Ale żadne z nich nie chciało związać się z grupą na stałe, zamknąć się w crimsonowskim laboratorium. Skład grupy rozpływał się więc i w kwietniu 1972 zespół przestał istnieć. W lipcu Frippowi udało się przywrócić grupę do życia i nadać jej bardziej stabilny kształt, ale tym razem zebrał wokół siebie tylko rockowych muzyków, co wpłynęło na pewną uniformizację wypowiedzi zespołu, który przestał istnieć 25 września 1974 roku. Fripp z groteskową skrupulatnością podaje tę datę w wydawnictwie załączonym do sumującego działalność grupy przekrojowego albumu o ironicznym tytule Young Person's Guide To King crimson.
Trudności w zebraniu idealnego składku nie był niewątpliwie jedynym powodem rozwiązania King Crimson. Zespół cieszył się sporą popularnością, ale co ciekawe najbardziej śmiałe utwory w jego dorobku, takie jak Moonchild z In The Court..., The Devils' Triangle, Merday Morn z In The Wake... czy The Battle Of Glass Tears z Lizard pozostały mniej znane. Sukces nie był więc jednoznaczny. Jak wynika z wywiadu udzielonego przez Frippa ostatnio ('Sounds' 6 czerwca 1980) tak zdecydowany i odważny w swej twórczości muzyk zakwestionował w pewnym momencie siebie jako kompozytora, poddając własną inteligencję autocenzurze, nie mając pewności koherencji efektu swych zamierzeń twórczych. Potrzeba zmienności jest całkowicie prawowita- pisał o problemach dysponowania kompozytorskimi środkami Strawiński- ale nie należy zapominać, że jedność wyprzedza wielość. Oto dylemat twórczego rozmachu Frippa. Jako buntownik nie chciał znać granic, których nie możne przekroczyć, nie obawiając się skontrastowania przeciwstawnych nawet myśli, jako twórca inteligentny wiedział, że są konwencje, które musi respektować. Jak bohaterowie Shelleya, apostołowie wolności oddający życie by nie zaakceptować stłumienia buntu przeciw tyranii, Fripp uśmiercił King Crimson pragnąc obronić się przed utratą wiary w rocka. W 1974 roku rozczarowanie tym co się dzieje w brytyjskim rocku ignorującym crimsonowską lekcję pchnęło go do USA. Dokładnie ta sama frustracja legła jego zdaniem u gruntu punkt-rocka. Nic więc dziwnego, że w lata '80 wszedł jako członek nowofalowej grupy League Of Gentlemen.
Autor: Wiesław Weiss Magazyn Muzyczny JAZZ - numer 5, maj 1981