Robert Fripp przyszedł na świat 16 maja 1946 roku w Dorset, Anglia. Pierwsza jego gitara, zakupiona w 1957 roku w sklepie w małym, prowincjonalnym miasteczku, niemalże nie nadawała się do gry - niemożliwością prawie była gra powyzej siódmego progu. Rok później zmienił gitarę, i poznał swojego nauczyciela, Dona Strike'a. W wieku 13 lat udziela już lekcji gry na gitarze w Armii Zbawienia, w wieku 14 lat wstępuje do The Ravens. Mając 17 lat, zostaje poproszony przez Dona Strike'a o przejęcie pracy nad jego wszystkimi uczniami.
Robert FrippBędąc studentem uniwersytetu, dorabia, grając w hotelu w Bornemouth. Jako dwudziestolatek podejmuje decyzję o zostaniu profesjonalnym muzykiem, i wstępuje do The League of Gentlemen, zespołu występującego głównie na lokalnych festynach,mającego w repertuarz głównie przeboje The Beatles. Wtedy to usiłuje grać "Orange Blossom Special" grupy the Spotnick, wówczas najszybszego gitarowego utworu, nie wiedząc, że partia gitary w tym nagraniu została przyspieszona. Każdą wolną chwilę poświęca zaś na doskonalenie swej techniki.
W 1968 zakłada wraz z braćmi Peterem i Michaelem Gilesami trio "Giles, Giles and Fripp". Zespół nagrywa i wydaje płytę "Cheerful Insanity of Giles, Giles & Fripp", płytę, która kipi humorem w stylu Latającego Cyrku Monty Pythona, i płytę, która zostaje zupełnie niezauważona. Zniechęceni niepowodzeniem muzycy postanawiają rozwiązać zespół i... zakładają nowy. Już bez Pete'a, który zostaje informatykiem, natomiast z obdarzonym wyjątkowym głosem basistą Gregiem Lake'm, oraz utalentowanym multiinstrumentaliście (klawisze, instrumenty dęte drewniane, mellotron i wiele innych) Ianie MacDonaldzie. Całości składu dopełnił Peter Sinfield, poeta, wizjoner, odpowiedzialny za teksty oraz oprawę plastyczną koncertów. Ćwiczą w piwnicach Fulham Palace Cafe. Tak rodzi się zespół, którego nazwa jest synonimem Belzebuba, "Człowieka Świadomego Celu", jeden z najważniejszych zespołów wszechczasów, inspirujący dla każdego pokolenia muzyków - King Crimson.
Karmazynowy Król trzęsie rockowym światem. Pete Townshend ocenia pojawienie się zespołu jako najważniejsze wydarzenie muzyczne roku, Jimi Hendrix zaś, po jednym z koncertów grupy, podchodzi do Roberta Frippa, i rzecze: "Uściśnij moją lewą dłoń, człowieku - jest bliżej serca".
Pod koniec roku 1969 z zespołu odchodzą McDonald i Giles. Do 1972 roku Crimso nagra jeszcze trzy płyty, każdą w innym składzie (przez zespół przewiną się, min., Mel Collinns, Boz Burrell, Ian Wallace, Gordon Haskell, oraz gościnnie Keith Tippett i Jon Anderson). Każda z nich - posiadająca piętno Sinfielda, metaforyczne teksty nawiązujące do Wiedzy Tajemnej, okultyzmu, Tarota.
Robert FrippW 1972 Fripp rezygnuje ze współpracy z Sinfieldem. Angażuje takich muzyków, jak John Wetton (znany z Mogul Thrash, Family), legenda perkusji Bill Bruford (ex-Yes), awangardowy skrzypek David Cross, i obsługujący perkusjonalia ekscentryczny Jamie Muir - i zupełnie zmienia oblicze zespołu. Nowy King Crimson to zespół niemalże metalowy, o ciężkim, nieraz brutalnym brzmieniu. Zespół przede wszystkim koncertujący. Credo zespołu wydaje się brzmieć: "Improwizacja, wydobywanie formy z chaosu". To wcielenie zespołu działa do 1974 roku, nagrywa trzy genialne studyjne płyty - "Lark's Tongues in Aspic", "Starless and Bible Black", oraz, wydaną już po zakończeniu działalności, "Red"
W międzyczasie Fripp poznaje Briana Eno. Ten prezentuje mu swój mały wynalazek, skostruowany z dwóch magnetofonów i zapętlonej taśmy. Dla Frippa to objawienie. Aparat ochrzczony zostaje Frippertronics, a styl gry, unowocześniony później w oparciu o techniki cyfrowe i sampling, polegający na nakładaniu na siebie w różnych odstępach czasu partii gitarowych podczas wykonania na żywo, dostaje nazwę Soundscapes.
Wspólnie z Eno Fripp nagrywa szereg albumów, gościnnie i jako "równorzędny" partner. W drugie połowie lat siedemdziesiątych Fripp, oprócz doskonalenia umiejętności obsługi i mozliwości zastosowania frippertronic, udziela się na płytach takich tuzów, jak Peter Gabriel, David Bowie, czy Talking Heads, a w 1979 wydaje solową płytę "Exposure". Poza tym znowu udziela lekcji gry.
Początek lat osiemdziesiątych to kolejne muzyczne eskapady Frippa. Jedna z nich, to nowofalowa, ocierająca się o muzykę taneczną grupa o nazwie... "The League of Gentlemen". Druga zaś, to buszująca w rejonach Talking Heads grupa, która pierotnie nazywała się Discipline. Oprócz Frippa, zespół tworzyli Tony Levin, gitarzysta/wokalista Adrian Belew, oraz Bill Bruford. Nazwa Discipline pozostała jedynie w tytule pierwszej płyty kwartetu, gdyż szybko podjęto decyzje o zmianie imienia na... King Crimson.
Robert FrippKolejna inkarnacja zespołu nagrywa okresie 1981-84 trzy studyjne płyty, równocześnie Fripp nagrywa dwa albumy z gitarzystą The Police, Andym Summersem. W 1984 Fripp podejmuje decyzję o śmierci (albo hibernacji) Króla. Pod egidą American Society for Continous Education zakłada Guitar Craft - szkołę nie tyle techniki gry na gitarze, co raczej filozofii gitarowej - i nie tylko - muzyki. Edukacja składa się z czterech poziomów. A żeby do szkoły się dostać - trzeba mieć świetnie opanowany instrument, oraz przejść etap pierwszy.
W 1991 gitarzysta powraca do świata rocka z grupą Sunday All Over The World. Później współpracuje z Davidem Sylvianem, oraz nagrywa z duetem The Orb płytę "FFWD". W 1993 reanimuje King Crimson. W tym wcieleniu zeespołu przyświeca mu idea Double Trio - dwóch gitarzystów, dwóch perkusistów, i dwóch muzyków grających na Chapman's Stick. Skład z lat osiemdziesiątych uzupełniony został o o Jerry'ego Marottę, wymienionego rok później na Pata Mastelotto, oraz o Treya Gunna.
Zespół nagrywa i koncertuje, w składzie pełnym, i okrojonym jako the ProjeCKts, które służyły według Frippa do przetestowania rozwiązań i koncepcji możliwych do użycia później we "właściwym" King Crimson.
Od 1999 roku King Crimson działa jako The Double Duo, bez Bruforda, i do 2004 roku bez Levine'a. W tymże roku Trey Gunn odszedł, a jego pałeczkę ponownie przejął Tony Levin.
Przytaczanie pełnej dyskografii Frippa na tej stronie prawdopodobnie nie ma sensu, wspomnę więc jeszcze tylko o gościnnym udziale Frippa na płytach Joe Satrianiego, oraz na jego uczestnictwie w G3 Tour 2004.
Do stylu gry Roberta Frippa szczególnie pasuje jedno słowo - intelektualny. Opiera on swoją muzykę na jasnych, precyzyjnie sformułowanych zasadach, co bynajmniej nie znaczy, że rezygnuje z improwizacji. Wręcz przeciwnie - 95 % jego muzyki - to improwizacja.
Posiadając niesamowitą technikę gry, w tym przede wszystkim nieprawdopodobne techniki kostkowania (jako jeden z pierwszych w rocku oparł swoją grę o cross-picking) jest jednocześnie tym gitarzystą, który, jak sam mówi o sobie, gra prawdopodobnie najmniej nut w ciągu minuty spośród wszystkich gitarzystów. Od połowy lat siedemdziesiatych rozwija technikę Soundscapes, polegającą na nakładaniu na siebie fraz muzycznych w różnych odstępach czasu, i zapetlaniu ich. Muzyka ta, duchem bliska minimalizmowi, kreuje niesamowitą atmosferę wokół słuchacza.
Do historii przeszło już sceniczne zachowanie się tego muzyka. Podczas koncertu siedzi w cieniu, na stołku, zazwyczaj przysłonięty przez głośniki i magiczne skrzynki podłączone do jego gitary. Może grać tylko wtedy, gdy jest skupiony i zrelaksowany. Zazwyczaj przerywa występ, gdy ktoś zrobi zdjęcie podczas jego trwania, i nigdy nie rozdaje autografów. Twierdzi, że na scenie nie liczy się jego obecność i zachowanie, liczy się muzyka, którą tworzy oraz odbiór tej muzyki przez słuchacza, niezakłócony poprzez obecność na scenie gwiazdora.
Spośród innych gitarzystów rockowych, najbliżej mu chyba do Franka Zappy. Żelazna dyscyplina, szerokie horyzonty, muzyczny racjonalizm, zdumiewająca kreatywność tworząca style i łamiąca bariery, niemalże profetyczna muzyka wyprzedzająca swoje czasy. Brak skrupułów przed wszelkimi zmianami personalnymi w zespole. A także umiejętność zamykania swoich złotych myśli w celnych sentencjach.
O Frippie słyszał chyba każdy profesjonalny gitarzysta. Inspirował zarówno swoich muzycznych "rówieśników", jak Steve'a Hackett'a, jak i współczesną muzyczną młodzież, żeby wymienić chociażby zespół Tool. Zresztą, długo by wymieniać tych wielkich świata gitary, którzy przyznają się do jego wpływów, muzyka Frippa może się podobać lub nie, ale znać ją trzeba.