Pędzel i paleta


Rozmawiał: Wiesław Weiss (Teraz Rock 4 [26] kwiecień 2005)

Głos i jedna z dwóch gitar w King Crimson. Adrian Belew. Najnowszą płytę solową, Side One, nagrał z muzykami zespołów Tool i Primus. Ale nawet jeśli chciał uciec od stylu macierzystej grupy, zupełnie mu się to nie udało. Na szczęście.

Dlaczego Side One - Strona pierwsza? Czy to nawiązanie do płyty winylowej?

Dokładnie. Zamierzałem nagrać za jednym zamachem dwa albumy i dać im tytuły Side One i Side Two - Strona Pierwsza i Strona Druga. W praniu okazało się jednak, że będą aż trzy osobne pozycje. Ukaże się więc też płyta Side Three - Strona Trzecia. Powód, dla którego podzieliłem ten materiał na części, zamiast próbować upchnąć go na jeden dysk, jest prosty. Podczas jednej sesji stworzyłem muzykę, która dzieli się na trzy różne kategorie.

Podobno pozycja druga zawierać będzie muzykę didżejską. Czy jesteś pewien, że tego właśnie oczekują twoi fani?

Oczywiście, że nie. Nie jestem jednak pewien, czy muzyka didżejska to najlepsze określenie tego, co tam się znajdzie. Sam nie wiem, jak to nazwać. I ciekaw jestem, jak sobie poradzą z tym recenzenci. Na pewno jest tam wiele loopów, wiesz, rzeczy opartych na powtórzeniach. Na pewno jakąś rolę odgrywają tam automaty perkusyjne. I na pewno jest tam sporo elektroniki. Ale nie ma takich elementów muzyki didżejskiej jak skrecze (śmiech). Nie wiem, jak to nazwać, ale dla mnie było to coś zupełnie nowego.

A co znajdzie się na Side Three?

Bardzo różne rzeczy. To będzie najbardziej eklektyczna z tych płyt. I w tym sensie najbardziej podobna do moich wcześniejszych albumów solowych. Znajdzie się tam wszystko, co nie pasowało na Side One, mojej wersji grania w konwencji power tria, i na Side Two.

Kiedy znalazłeś czas, by nagrać trzy pełnowymiarowe płyty?

Pracowałem nad nimi od jakichś czterech, może nawet pięciu lat, wykorzystując każdą przerwę w sesjach i trasach King Crimson.

Skoro o King Crimson mowa - płyta Side One ma w sobie wiele z ducha dokonań tego zespołu. Mam na myśli takie uwory jak Madness, Walk Around The World czy Elephants, w którym słyszymy głos Iana Wallace'a, dawnego bębniarza King Crimson...

Masz absolutną rację. Żadna z moich wcześniejszych płyt solowych nie była aż tak bliska King Crimson. Oczywiście twórczość King Crimson jest czymść niepowtarzalnym, ale Side One to moja cząstka tej muzyki.

Czy świadomie poszedłeś w tym kierunku?

Nie. Nie było moim zamiarem nagranie płyty przesyconej kingcrimsonowym duchem, dopiero w trakcie pracy uświadomiłem sobie, że poszedłem w tym kierunku. Wkroczyłem na podobny obszar- grania agresywnego, przesyconego mrokiem, pełnego siły. Używającego tego samego języka dźwiękowego- charakterystycznych skal, polirytmii i tak dalej.

Skąd pomysł wykorzystania głosu Iana Wallace'a?

Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Do niedawna mieszkał niedaleko mnie. I w każdy piątek jadaliśmy razem kolację. To uroczy facet, obdarzony ogromnym poczuciem humoru, a przy tym świetny perkusista. Wykorzystałem jego głos, ponieważ chodziło mi o kogoś, kto ma świetną dykcję i doskonały angielski akcent. Niestety, nasze stosunki uległy rozluźnieniu, ponieważ kilka miesięcy temu przeprowadził się do Los Angeles.

Czy dlatego zaprosiłeś go do udziały w sesji jako bębniarza?

Dokładnie. Zwiał, zanim udało mi się przyszpilić (śmiech).

Ale za to pozyskałeś innego świetnego perkusistę, Danny'ego Careya z zespołu Tool, a także świetnego basistę, Lesa Claypoola z zespołu Primus...

To prawda. I powiem ci, że praca z nimi była dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Zazwyczaj nagrywam swoje płyty sam. Ale tym razem uważałem, że przydaliby mi się w studiu muzycy, którzy patrzą na rzeczy z troche innej perspektywy niż ja i którzy potrafią zagrać, jak ja nigdy bym nie zagrał na basie i bębnach.

Co przede wszystkim zawdzięcza płyta Side One Danny'emu i Lesowi?

Niesamowity ładunek energii. Zarejestrowałem wcześniej całość materiału sam. Ale wersje grane z Dannym i Lesem mają czad, mają uderzenie, jakiego sam nigdy bym nie uzyskał. Wypadło to tak niesamowicie, że postanowiliśmy kontynuować współpracę. Chcemy w przyszłości nagrać płytę z materiałem, który byłby naszym wspólnym dziełem.

Muzycy zespołu Tool podkreślają przy każdej sposobności, że są wielkimi fanami King Crimson. Czy ty lubisz to, co robi Tool?

Bardzo. Ogromnie podobają mi się ich koncerty (w 2001 roku grupy KC i Tool odbyły wspólną trasę po Stanach- przyp ww.). Robią duże wrażenie nie tylko pod względem muzycznym, ale też wizualnym - aspekt, którego zdecydowanie brakuje King Crimson. A wracając do tego, co powiedziałeś - to dla nas komplement, że ktoś taki, jak muzycy Tool, mówi iż słucha tego co robimy, i znajduje w tym natchnienie. Podobne zdanie słyszałem z ust Lesa Claypoola. Pewnie między innymi dlatego Danny, Les i ja tworzymy tak zgrane, doskonale rozumiejące się trio.

Powiedz mi jeszcze czy lubisz to, co robi Primus.

Owszem. Niedawno zresztą grałem z nimi. Wystąpili w Nashville, gdzie mieszkam, na festiwalu i zaproponowali, bym się pojawił, wskoczył na scenę i podżemował z nimi. Wykonaliśmy razem kawałek King Crimson, Thela hun ginjeet, utwór z jednej z moich solowych płyt, The Lone Rhino [dziwnie się złożyło, że posiadam krótki zapis tego utworu z tegoż festiwalu :-). Można go pobrać >TU<, a otworzyć TYLKO programem 'QuickTime Player'], a także kilka innych rzeczy. Ich muzyka to świetna zabawa. I granie z nimi sprawiło mi wiele raodści.

Wróćmy do Side One. Podobno podczas pracy nad ta płytą zastosowałeś nowa technikę gitarową...

Stworzyłem loopy wykrojone z partii gitarowych w moim wykonaniu i potraktowałem je jako rodzaj tła. A na tym tle umieściłem właściwe partie gitarowe. Wrażenie jest takie, jakby dwóch gitarzystów grało jednocześnie.

Pomysł przypominający trochę technikę frippertronics, stosowaną od lat przez Roberta Frippa...

Są tu podobne elementy: idea użycia drobnej cząstki własnego grania, zastosowanie delaya. W sumie efekt jest taki, jakby ktoś wpakował mnie i Roberta do jednego ciała (śmiech).

Bardzo podoba mi się okładka Side One. Czy to ty namalowałeś obraz, który ją zdobi? Pytam, bo w wersji promocyjnej płyty pominięto informację na ten temat...

Naprawdę? Tak, to mój obraz. Na okładkach wszystkich trzech płyt cyklu znajdą się moje obrazy. Po raz pierwszy zadecydowałem się wykorzystać swoje prace na płytach. Maluję zresztą od niedawna, od jakiś dwóch lat. Ale mam nadzieję, że będę to robił po kres swoich dni. To bardzo inspirujące zajęcie. I dla mnie osobiście ma coś wspólnego z graniem na gitarze. Polega na ciągłym odkrywaniu różnych rzeczy - może zresztą dlatego, że nie mam żadnego formalnego przygotowania, po prostu sięgnąłem po pędzel i paletę i zacząłem się tym bawić.

Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że malowanie ma w sobie coś z katarsis...

Odkryłem dzięki niemu zupełnie inną stronę mojej twórczej natury niż ta, którą posiłkuję się jako muzyk. Chociaż z drugiej strony ma moim zdaniem wiele punktów stycznych z tworzeniem muzyki. Doświadczenia, które zdobywam podczas malowania, jestem w stanie spożytkować jako muzyk. I odwrotnie. Moje odkrycia ze świata dźwięków przydają się podczas malowania. Poza tym malowanie tak jak muzyka ma tę cudowna moc, że można się w nim całkowicie zataracić. Kiedy gram solówkę, cały się w niej zatapiam. I bardzo łątwo osiągam ten stan podczas malowania. Zwłaszcza, że oddaje się temu w samotności, w ciszy, zazwyczaj w nocy, kiedy nastrój sprzyja medytacjom.

Czy powinniśmy się obawiać, że pewnego dnia rzucisz muzykę i całkowicie poświęcisz się malowaniu?

Nigdy nie rzucę muzyki. Muzyka to moje życie. Malowanie daje mi wiele radości, ale nie potrafiłbym żyć bez muzyki.

W naszej rozmowie nieuchronnie powraca nazwa King Crimson. Powiedz mi, czy zespół nadal istnieje? Podobno nie ma żadnych konkretnych planów nagraniowych i koncertowych na najbliższą przyszłość...

King Crimson istnieje i ma się dobrze. Do grupy powrócił Tony Levin, co oznacza początek nowego rozdziału w jej działalności. Teraz musimy stworzyć materiał - ukształtować nową wersję formacji. W kwietniu Robert przyjeżdża do mnie i zamierzamy na kilka tygodni zaszyć się w studiu. To będzie początek procesu tworzenia, który troche potrwa. Trzeba roku, dwóch, a może nawet trzech, aby wysmażyć płytę King Crimson (śmiech). Z zewnątrz może więc wyglądać na to, że zespół zamarł, ale właśnie bierzemy się do roboty.

Dlaczego Trey Gunn odszedł z King Crimson. Czy to była jego decyzja? Czy Roberta Frippa?

To była decyzja Roberta, który uznał, że w nowej muzyce King Crimson lepiej odnajdzie się Tony. Powodem nie był bynajmniej jakiś konflikt - wszyscy świetnie się ze sobą dogadywaliśmy. Ja sam bardzo lubię Treya, odpowada mi jego sposób grania i mam nadzieję, że jeszcze będziemy ze sobą pracować. Myślę też, że dokładnie to samo mógłby powiedzieć Robert. Ale do jego wizji nowego wcielenia King Crimson lepiej pasował Tony.

Wiem, że w ubiegłym roku spotkaliscie się już w składzie z Tonym na kilka roboczyk sesji w twoim domu. Jak się pracowało?

Świetnie. Tony w naturalny sposób wtoipł się z powrotem w King Crimson. To świetny muzyk. Grając z nim czujesz się swobodnie. Sesje, o których wspomniałeś, miały na celu przećwiczenie jakichś dwudziestu kawałków, abyśmy w każdej chwili - gdyby zaszła taka potrzeba - mogli ruszyć w trasę. I świetnie się znowu grało z Tonym. Zawsze go podziwiałem jako muzyka. To chyba najlepszy basista, z jakim miałem sposobność pracować.

Wraz z pojawieniem się w King Crimson Tony'ego Levina pojawiły się plotki, że do grupy wróci też Bill Bruford. Myślisz, że jest taka szansa?

Moim zdaniem nie ma. Bardzo bym tego chciał, ponieważ uwielbiam Billa - jest moim przyjacielem i moim ulubionym bębniarzem. Ale nie sądzę, by Robert i Bill mogli się jeszcze porozumieć jako muzycy. Nie sądzę, by zmierzali w tym samym kierunku. Bill poszedł całkowicie w stronę jazzu - wypowiada się wyłącznie w takim graniu. A Roberta interesuje odkrywanie nowych terytoriów i będzie to robił z innym bębniarzem. Zdziwiłbym się, gdyby Robert i Bill kiedykolwiek odnowili współpracę ze sobą. Chociaż bardzo bym tego chciał.