Wywiad z Robertem Frippem


Rozmawiał: John Diliberto

Ten, kto nie rozmawia z Robertem Frippem nie angażuje się w filozoficzne rozważania - Zen w życiu, muzyce oraz przemyśle muzycznym.

Robert Fripp to artysta który chodzi własnymi ścieżkami. To muzyk który opuścił przemysł muzyczny w połowie lat 70-tych po paru hałaśliwych latach spędzonych jako lider King Crimson. Kiedy pojawił się znowu zamiast grać przed 20 tysięczną publicznością grał w sklepach muzycznych, pubach, pizzeriach i w biurach dla widowni w liczbie od 1 do 200.

Zainteresował się filozofią (w głównej mierze filozofem/mistykiem G.I. Gurdjiejj'em i J.G. Bennett'em) oraz znalazł nowy sposób na życie podczas studiowania w Międzynarodowej Akademii dla Kontynuujących Edukacje (International Academy for Continuous Education). Przez pewien czas mówił o sobie w trzeciej osobie, a także przedstawił dwa trzyletnie plany, "Dotrzeć do 1981" i "Zsunąć się do 1984".

Robert Fripp zawsze był człowiekiem-enigmą, muzykiem traktującym rock and rolla w sposób niezwykle intelektualny. Pierwszy album King Crimson, In The Court Of the Crimson King, wyznaczył nowy standard w niespokojnym świecie rocka progresywnego. Zresztą sam utwór 21st Century Schizoid Man zapewnił Frippowi i Crimsonom miejsce w rockowej ikonografii. Wcielenie King Crimson z wczesnych lat 70-tych które popełniło Larks' Tongues In Aspic, Starless And Bible Black oraz Red zostało zapamiętane za muzykę nieskrępowaną przyjętymi zasadami aranżacji, która dla muzyków była niczym podróż bez wcześniej wyznaczonego celu. Kolejne wcielenie King Crimson atakowało etnicznym podejściem do rytmiki oraz splatającymi się ze sobą partiami gitary.

Interesujące jest, że więcej osób zna Frippa przez jego pracę jako producent/muzyk kolaborujący z artystami takimi jak David Bowie, Peter Gabriel, The Roches, Blondie, Brian Eno czy Talking Heads. Jednak zawsze była to Fripp i jego gitara, czasem subtelnie łkająca niczym skrzypce, innym razem chropowata niczym nóż.

W 1972 Fripp rozpoczął pracę z systemem zapętlenia dźwięku, którego to nauczył się od Briana Eno, lecz który był także używany wcześniej przez muzyków takich jak Terry Riley. Jego albumy z Eno (No Pussyfooting i Evening Star) były wtargnięciem w uschniętą duszę słuchacza; pomocą w wewnętrznej medytacji. System zapętlający dźwięki został nazwany Frippertronics i zabrany przez Frippa w trasę koncertową pod koniec lat 70-tych. Obecnie używa systemu Electro-Harmonix (16-sekudnowej cyfrowej pętli dźwięku) połączonej z Roland Space Echo, fuzzem, wah-wah, pedałem do regulacji natężenia dźwięku i sporadycznie cyfrowej pętli Ibanez.

Fripp ma także na swoim koncie romans z muzyką pop. Pomógł Toyah Willcox, nagrywając z nią album The Lady or The Tiger. Można go usłyszeć także na dwóch albumach Davida Sylviana (Alchemy oraz Gone To Earth) gdzie piękne, eteryczne partie gitary bardzo dobrze komponują się z głosem wokalisty.

Wywiadu udzielał mi w lekko podniszczonym dworze w Claymont (Zachodnia Virginia), gdzie prowadził kurs Guitar-Craft. Tutaj uczy zarówno filozoficznego jak i technicznego podejścia do instrumentu. Uczniowie przychodzą do Frippa traktując go jakby był Dalai Lamą gitary. A kiedy mają okazje dowiedzieć się czegoś o filozofii Frippertronics, uczą się wyłącznie na gitarach akustycznych. Wywiad był przeprowadzany w obecności około 30 uczniów.

Kompozytor który tworzył muzykę przy pomocy gitary elektrycznej, syntezatorów, Mellotronu, pętli Electro-Harmonics, czy wreszcie Frippertronics, zaczął naszą rozmowę komentarzem na temat ograniczeń jakie niesie ze sobą technika. Zapewne przez potajemne wspieranie tej racji mój dyktafon nie zarejestrował pierwszych słów naszej rozmowy.

Tak więc nie jesteś zadowolony z pracy z syntezatorem gitarowym w King Crimson?

Jeśli pytasz mnie o to, czy jestem zadowolony z pracy, którą już wykonałem muszę powiedzieć, że mam pewne zastrzeżenia. Jednakże zastrzeżenia te kieruje bardziej w stronę stworzonej muzyki niż używanych przeze mnie instrumentacji. Syntezator Roland GR-300 (wykorzystywany przez Frippa na płytach 'kolorowej trylogii - przyp. tłum.) był jednym z pierwszych syntezatorów przeznaczonych dla gitarzystów. Bardzo ograniczony w wyborze rodzaju dźwięku ale dało się go używać. Używaliśmy go głównie do tego, by zwiększyć tembr i zakres dźwięku gitary elektrycznej. Jeśli chodzi zaś o penetrację i rozwój technologii to nie byłem zbyt zadowolony. Zbliżenie się do gitary akustycznej było o wiele lepszą opcją niż ugrzęźnięcie w bagnie czegoś, co nie było do końca dopracowane. To było moje zdanie.

Jak oceniasz pierwsze kolaboracje z Brian'em Eno, szczególnie No Pussyfooting?

Wspaniale. Wspaniale. Zwłaszcza strona pierwsza jest... jest szczera. Po prostu.

A czy od tamtego czasu zrobiłeś coś, co wyzwoliło w tobie podobne uczucia?

Tak. Tak. Ale widzisz, określenie uczucia, które przychodzi w danym momencie... Przytoczę jeden z moich aforyzmów: "Nie ufaj muzykowi". Jedyne co potrafią powiedzieć po skończonym koncercie to to, czy im się podobał, czy nie. Nie potrafią powiedzieć czy był dobry czy nie. Potrafią powiedzieć "Wspaniale spędziłem czas rozbijając się na scenie" lub "Dzisiejszej nocy czułem się niesamowicie". To często nieistotne (w przyrównywaniu) czy muzyka była dobra z tym jak czuliśmy się tego wieczora. Tak więc czasem bardzo trudno odłożyć uczucia na bok i grać nie zważając na to jak się czujemy.

Przypominam sobie cztery występy King Crimson, "Discipline" King Crimson z 1981 - w Savoy, w Nowym Jorku - które były szczere. Muzyka była inna. Nie była tak niewinna jak No Pussyfooting, ale miała tą samą jakość. Była szczera dla tych czterech występów. Bardzo rzadko zdarza się uchwycić moment taki jak ten.

Część muzyki którą stworzyłem z Bowie'm była w tej samej kategorii bliskości i szczerości dla mnie jako kompozytora. Między innymi solo z Baby's On Fire. Właśnie wysiadłem z samolotu lecącego ze Stanów. Miałem grypę. Byłem wyczerpany, a mimo to solówka była porywająca. Tak więc nie ma to najmniejszego znaczenia jak się czujemy.

Solówkę z płyty Bowie'go Fashion nagrałem o 10:30 rano po długiej podróży powrotnej z Leeds, gdzie występowałem z The League Of Gentlemen. Na nic innego nie masz większej ochoty niż na zagranie porywającej solówki - ognisty rock and roll o 10:30 rano - tuż po wyjściu z samochodu. Ale to nieważne jak się czujesz, po prostu sobie z tym radzisz.

Nagrywałeś partie gitary na płytę Davida Sylviana, Gone To Earth.

Zwrócił się do mnie z prośbą, czy nie mógłbym zagrać na jego płycie. Dokładna wiadomość - którą dostałem z biura EG Records w Londynie - była taka: "Dzwonił David Sylvian. Pracuje właśnie nad materiałem na nową płytę i mówi że jesteś jedynym gitarzystą na świecie który potrafi na niej zagrać. Odpowiedziałem "tak", zresztą jak można powiedzieć "nie" po tak sformułowanej prośbie? Tak więc poszedłem i zagrałem. Utwór nazywał się "Wave". Rewelacyjna, bardzo długa kompozycja.

Ta muzyka miała coś w sobie. Ten szczególny utwór (który pierwotnie miał nazywać się "The Holy Blood of Saints and Sheep"). Nie wiem czemu David zmienił słowa, ale kochałem oryginalny wokal przy którym nagrywałem swoją partię. Zresztą ostateczna wersja tekstu też jest fantastyczna.

A wracając do Frippertronics, czy wiedziałeś, że ktoś używał podobnego systemu zapętlenia dźwięku wcześniej niż ty?

Nie. Nie wiedziałem nic o Terrym Riley, nie wiedziałem nic o Steve'm Reich. Nie wiedziałem nic o LaMonte'im Young. Myślę, że Eno wiedział. Pamiętam, że kiedy przedstawiał mi ten system - później nazwany przeze mnie Frippertronics - mówił, że wynalazł go samodzielnie. Mówił także o tym, iż ktoś pojawił się z czymś podobnym w latach 50-tych. Nie miałem wtedy żadnej wiedzy o tak zwanych minimalistach w muzyce. Kiedy zrobiliśmy No Pussyfooting, dla mnie było to dość oczywiste. Oto jest, sposób na tworzenie cholernie głośnej muzyki przez jedną osobę. Wspaniale!

A teraz zastąpiłeś system zapętlenia dźwięku pedałem Electro-Harmonix?

Nie! 208 gitarzystami. A co do Electro-Harmonix to kiedyś przeczytaliśmy reklamę 16-sekudnowej cyfrowej pętli dźwięku Electro-Harmonix z frazą, którą teraz zacytuje "Fripp w pudełku". Skontaktowaliśmy się z nimi i powiedzieliśmy, wiecie, Fripp chciałby jeden taki za darmo. A oni odpowiedzieli nie. Więc musiałem kupić jeden. Modele te nie są już w sprzedaży.

Miałem z nim dużo dobrej zabawy. Podczas sesji nagraniowych u Davida Sylviana mogłem na przykład ustawić mój sprzęt, dla zabawy włączyć coś z mojego "Frippa w pudełku" i wyjść ze studia. Robiłem tak czasem także na sesjach z King Crimson. Wychodziłem i wracałem trzy, cztery godziny później. Gitara nadal produkowała dźwięki, które oczywiście zmieniały sie w czasie kiedy mnie nie było. Sylvian'owi bardzo się to podobało więc często nagrywał te małe kawałeczki soundscape'ów, które można znaleźć na albumie Gone to Earth.

Czy można wyszczególnić jakiś nieodłączny czynnik z muzyki Frippertronics, czy też ty sam obierasz sobie drogę w używaniu tego stylu?

Nie muszę ciągle używać przedłużonych dźwięków. Jeśli użyję krótkich, silnych dźwięków bez większego wydłużania czasu ich trwania robi się bardzo niepewnie. Bardzo niepewnie! Czasem jest to wskazane dla uzyskania ciekawego efektu, ale z reguły preferuję Sustain. Aczkolwiek jest wiele innych sposobów na używanie Frippertronics.

Co sądzisz na temat sposobu w jaki Eno podchodzi do muzyki, ponieważ robi to w zupełnie inny sposób niż ty.

Tak, tak. Brain tak naprawdę nie ma gruntownego wykształcenia muzycznego. Ma za to dobry gust. Dobry gust i umiejętność spostrzegania tego, co jest dobre, a co ma tak naprawdę niewiele muzyków. Praca z Eno jest pokrzepiająca ponieważ lepiej usłyszeć parę dobrych dźwięków pasujących do siebie niż wiele, wiele, wiele złych nut. Tak więc praca z Brianem jest "orzeźwiającym" doświadczeniem.

Na Discipline zacząłeś rozwijać bardzo zawiły sposób dialogu dwóch gitar i wydaje mi się, że proces ten został zawieszony w chwili, gdy zespół zaczął się w to bardziej angażować.

Zauważyłeś to? Też tak sądzę.

Discipline była bardzo ściśle zaplanowaną płytą, choć zdarzają się spontaniczne, improwizowane momenty. Jednakże dominują na niej utwory bardzo dokładnie zagrane (choćby tytułowy). Skąd ta nagła zmiana w grupie? Dlaczego wyszliście naprzeciw improwizacji..

Wtedy to już nie był zespół, a bardziej grupa indywidualistów. Fakt, zaczynaliśmy jako zespół. Trzeba dodać - zespół wspaniałych muzyków. Najlepszych.

Bill Bruford powiedział, że kiedy formowałeś grupę chciałeś zrobić coś nowego, a częścią tego miało być to, iż wszyscy mieliście nowe instrumenty. On miał elektryczną perkusję Simmons. Ty z Adrianem Belew syntezatory gitarowe, a Tony Levin grał na Stick'u.

Tak, tak. Nastąpił wtedy boom nowych technologii. Moje spostrzeganie nowych technologii zbiega się z tworzeniem nowej muzyki, ale ludzie rzadko podziękują ci za przerwanie ich przyzwyczajeń muzycznych. Możliwe, że pozwolą ci na przerwanie ich muzycznych przyzwyczajeń na 12 miesięcy, a po tym czasie.. nastąpi nowa zmiana. A za parę lat ludzie może ci podziękują. A może nie.

Kiedy King Crimson zaczynał swoją karierę, był związany z głównym prądem mającym na celu fuzję rocka z elementami muzyki klasycznej.

Większość z tak zwanej muzyki art-rockowej, albo rocka progresywnego, była pastiżem niezliczonych, źle uporządkowanych i w chory sposób rozumianych form muzycznych. Tak.

W pewnym stopniu King Crimson połaczył te dwa nurty muzyki. Nie mam tu na myśli negatywnego wyniku takiej fuzji (takiej, o jakiej wspomniał Fripp w swojej wcześniejszej odpowiedzi - przyp. tłum.), ale twoja muzyka zawierała pewien pierwiastek charakterystyczny dla utworów, które powstały na początku XX-go wieku. Wydaje mi się, iż późniejsze wcielenia King Crimson miały więcej i z klasyki i z minimalizmu muzycznego jednocześnie wykazując przy tym większe pokrewieństwo z tym całym nurtem.

No dobra. Cofnijmy się do początku 1967 roku kiedy "Sierżant Pieprz" (skrót od Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band - przyp. tłum.) leciał w radiu, ja nie wiedziałem co to było, a słuchałem wtedy różnych rzeczy - od Bartoka do Claptona, Hendrixa, Beatlesów i Stravinsky'ego. Dla mnie oni wszyscy mówili tym samym językiem, ale każdy z nich - innym akcentem. Dla mnie celem było połączenie 'feelingu' Hendrixa z bardziej wyszukanym słownictwem i Bartokiem mającym gitarę podpiętą do Marshalla z mocą nastawioną na 11. To ściskało ci wnętrzności, gdy stało się na przeciwko ściany Marshalli, Les Pauli i potężnych basów Fendera. Jednak to nie przemawiało bezpośrednio do umysłu. Czemu? Słuchając kameralnego kwartetu smyczkowego - przepięknego oczywiście - wypełniające mnie uczucie nadal nie chwytało mnie za serce. Czemu? Ponieważ chciałem zbliżyć do siebie te dwa światy. Tak więc dla mnie to pytanie brzmiało "jak mogę to ze sobą połączyć". King Crimson z '69 był właśnie takim połączeniem czerpiącym ze 'słownika' zachodniej tradycji podejścia do harmonii tonicznej z potęgą muzyki Afro-Amerykanów, znaną pod nazwą rock and roll. Tak więc to było rok '69.

W '81 roku stworzyliśmy coś, co dziś nazywałoby się muzyką etniczną. Innymi słowy, pozorne własności różnych styli muzycznych były bardziej czytelne w 1981 niż w 1969. Ale jeśli chcesz mieć linię melodyczną graną w 14, jedną w 15 i sekcję rytmiczną graną do całości w 17 to musisz być całkiem niezły. Tak więc nie jest wskazane zabierać się za muzykę etniczną (W domyśle, taką jak na Discipline - przyp. tłum) jeśli nie masz odpowiednich umiejętności. Jeśli chcesz wiedzieć ile czasu zajmuje nauczenie się wybijania stopą metrum pięć czwartych jednocześnie prowadząc z kimś rozmowę to jest to 12 do 14 lat. Myślę, że wszyscy w tym pokoju to wiedzą.

Kiedy myślę 'Robert Fripp' myśle o Larks Tongues In Aspic oraz Starless and Bible Black. Myślę o muzyku obracającym się bardziej w kręgu muzyki instrumentalnej niż rockowej. Wydaje mi się, że kiedy jesteś zaangażowany w tworzenie piosenek rockowych to mają one skłonność do popadania w satyrę, czy też parodię muzyki rockowej. Na myśli mam tu zwłaszcza The League Of Gentlemen oraz You Burn Me Up I'm a Cigarette z albumu Exposure.

Uwielbiam You Burn Me Up, I'm a Cigarette. "Life with you is a loser's bet. You make me anxious. Strategic interaction, terminal inaction. Bitter hostile faction". Wspaniałe! Hall był fenomenalny.

Daryl Hall. Powiedziałem mu, że są słowa do zaśpiewania. Poszedł i zaśpiewał, za pierwszym razem. Bajecznie! Tak, cudownie. Yah-keh-keh-keh-keh-keh-keh-keh-keh. Bardzo, bardzo ciężko jest grać to tak szybko ponieważ dużego wysiłku wymaga utrzymywanie takiego tempa. Yah-keh-keh-keh-keh-keh-keh-keh-keh. Tych akordów (chodzi o partię Frippa w You Burn Me Up, I'm a Cigarette - przyp. tłum).

Jaki jest twój wkład w projekty solowe Briana Eno? Czy przychodzisz do niego, a on przedstawia ci utwory, które zostały już napisane, czy też bierzesz udział w procesie komponowania?

Z reguły pojawiam się kiedy on wszystko przygotowuje i mówi "graj", a ja po prostu gram. Brian wspiera mnie i daje mi wolną rękę przy współtworzeniu.

To on wpadł na pomysł stworzenia Gitary Piłującej Niebo?

Tak, Piłująca Gitara to nazwa dla szczególnego dźwięku jaki wydaje gitara przepuszczona przez syntezator VCS oraz cyfrową bramkę usuwającą sprzężenia. To szczególny sposób otrzymywania powoli 'zbliżającego się' dźwięku (taki protoplasta 'slow attack' - przyp. tłum). Można tak wydobywać dźwięki na mnóstwo sposobów. Nadchodził z wspaniałym Rrrrrrrr. TO robiło wrażenie. Nie potrzeba było wielu dobrze brzmiących nut ani wiedzy teoretycznej. Po prostu uderzałeś w [strunę] G i nadchodził - Rrrrrr. I tyle.

Ale wiesz, to bardzo pokrzyżowało mi plany. Ćwiczyłem, pracowałem ciężko nad różnymi rzeczami, które mogłem zagrać, a nagle włączałeś wzmacniacz, grałeś jedną nutę i otrzymywałeś hhhhmmmmmmzzzmm i to było wszystko czego potrzebowałeś.

Myślę, że styl twojej gry na gitarze elektrycznej jest rozpoznawalny, głównie przez wydłużanie czasu trwania dźwięku, ale na gitarze akustycznej nie można tego osiągnąć. Czy grając na akustycznej starasz się stworzyć coś kompletnie odmiennego niż w przypadku grania na elektrycznej?

Tak - to będzie poprawna odpowiedź. Grę na gitarze zaczynałem od akustycznej i byłem w tym dobry. A jedynym podobieństwem do elektrycznej jest fakt z posiadania progów i strun. Jest to zupełnie inny instrument z zupełnie odmienną drogą, którą trzeba przebyć. Inna muzyka. Inne środki wyrazu. Musiałem nauczyć się gry na tym instrumencie - gitarze elektrycznej. A było to po 12 latach mojej nauki gry, w momencie kiedy kupiłem pierwszego Karmazynowego Les Paula (Crimson Les Paul) oraz wzmacniacz Marshalla. Wtedy mogłem znaleźć swój własny 'głos'. Gitara elektryczna nie była instrumentem sama w sobie, co innego Marshall oraz Les Paul. To się wiedziało. Podpinałeś fuzz'a i grałeś - yyyynnngggg. Odlot. Tak. W 1969 roku zostałem zawodowym muzykiem grającym na gitarze elektrycznej.

Wróciłem do gitary akustycznej w 1985 roku. Ironią jest to, że to co osiągnąłem jako gitarzysta, moja specjalność, to technika kostkowania prawą ręką. Amerykanie zapewne nazwaliby tą technikę 'monotonne kostkowanie'. Ja nazywam to inaczej, ale to bardzo bardzo wyspecjalizowany styl gry, którym dobrze posługuje się jedynie paru muzyków, a ja jestem jednym z nich. A ironią jest to, iż praktycznie nigdzie w moim życiu nie znajdziesz żadnych odwołań do tego faktu. Tak więc jest to jedna z tych ironii, które akceptuje z gracją, tak jak akceptuje większość napotykających mnie ironii w moim życiu. Niemniej jednak to prawda. Muzyka którą tu tworzymy jest naprawdę niezwykła, ale jedynie parę osób kiedykolwiek ją usłyszy. To kolejna ironia w moim życiu - moja naprawdę dobra gra na gitarze bardzo rzadko jest słyszalna. Nawet moje najlepsze partie giną w tajemniczy sposób z nagrań studyjnych. To ciekawe, nieprawdaż?

Wiele twojej muzyki ma niemalże demoniczną jakość i nie mam tu na myśli jakiegoś satanistycznego wymiaru, a bardzo mroczny klimat. Oczywistym przykładem jest Schizoid Man. Indiscipline jest kolejnym, tak jak i Requiem czy też większa część płyty Red.

Oh, Red jest czymś zupełnie, zupełnie innym. Red jest połączeniem inteligencji chwytającej za serce, a takie połączenie jest dość przerażające, albo może być przerażające. Ostatnie wcielenie King Crimson grało to dobrze, ale tak naprawdę to nigdy nie było dobrze grane. Widzisz, Larks' Tongues był albumem bardzo pierwotnym w swojej konstrukcji. Młodzi ludzie w wieku 23 do 25 starający się tworzyć muzykę w 1972 nie byli w stanie robić tego wystarczająco dobrze z wielu powodów. Jeden z nich to brak doświadczenia, drugi - egoizm. Nie możesz tworzyć muzyki jeśli nakazujesz komuś grać tak, jak ty tego chcesz. Do muzyki trzeba odnosić się z szacunkiem. W '81 roku na paru koncertach King Crimson wdał się w ducha Larks'ów. Ale to nadal nie zostało zagrane dobrze, co bardzo mnie denerwuje.

Tłumaczenie: Daniel Barnaś (Crimsoid)
Oryginał: http://emusician.com/em_spotlight/fripp_guitar/