John Wetton to legenda muzyki rockowej. Wystarczy wymienić nazwy zespołów, w których grał - King Crimson, Uriah Heep czy Asia. Muzyk, pomimo trudnych chwil w ostatnich kilku latach i poważnych problemów osobistych, powrócił do równowagi psychicznej. Dowodem może być jego nowy album, zatytułowany "Rock Of Faith", który ukazał się na początku marca 2003 r.. Po premierze John Wetton przyjechał na kilka koncertów do Polski. Jeden z nich, 11 kwietnia, w studiu TVP na Krzemionkach w Krakowie, był rejestrowany na potrzeby DVD. Kilka godzin przed występem artysta znalazł czas na rozmowę z Konradem Sikorą.
We wkładce do najnowszej płyty napisałeś, że jest ona początkiem nowego rozdziału w twojej karierze.
Właściwie wszystkie piosenki, które się na niej znalazły, zostały napisane pod wpływem tego, co działo się w moim życiu na przestrzeni ostatnich kilku lat. Wszystko zaczęło się w Wiedniu. Mówię tu teraz o muzyce - atmosfera Wiednia i te wszystkie wydarzenia spowodowały, że płyta brzmi tak a nie inaczej. W przypadku tekstów można powiedzieć, że powstały w przeciągu ostatnich dwóch, trzech lat. Przy czym większość powstawała tak naprawdę w studiu, podczas prac nad albumem. Wcześniej tak nie pracowałem. Pisałem tekst i już dwa dni później nagrywałem piosenkę i tak niemal codziennie po jednej. Chciałem, aby były jak najbardziej aktualne, aby jak najbardziej oddawały stan mojego ducha w okresie gdy nagrywałem Rock Of Faith. Często zdarzało mi się zmieniać w ostatniej chwili słowa, całe wersy, ale ten sposób pracy mi odpowiadał. Część utworów opowiada o moim synu, parę innych o mojej żonie...
Zacząłeś doceniać wartość życia rodzinnego?
Paradoksalnie jest wręcz przeciwnie... nie mam już życia rodzinnego... Ale właśnie dlatego potrzebowałem napisać o tym wszystkim. Kocham swojego syna i szanuję swoją żonę, spotykamy się nawet od czasu do czasu, ale nie mieszkamy już razem. Te teksty są więc analizą tego wszystkiego, co działo się przez ostatnie dwa lata, próbą znalezienia jakichś odpowiedzi, może usprawiedliwienia się. Jeden z utworów mówi także o śmierci. Kiedy ma się już tyle lat co ja, człowiek zdaje sobie sprawę, że jest już blisko swego końca. Coraz więcej moich znajomych i przyjaciół odchodzi, coraz częściej zaczynam chodzić na pogrzeby. Tak naprawdę na tej płycie można przeczytać o wszystkich stadiach naszego życia, tych które zawierają się pomiędzy narodzinami a śmiercią.
A sam tytuł płyty? Można go interpretować dwuznacznie.
Tak, co chwilę ktoś mnie pyta, czy stałem się jakimś nawróconym na dobrą drogę muzykiem. A to wcale tak nie jest. Ja wierzę, naprawdę wierzę, że na poza tym światem coś jeszcze istnieje, że jest jeszcze coś poza życiem tutaj. Musi coś jeszcze być, bo inaczej nie mogłaby istnieć miłość. Każda interpretacja tego tytułu jest dobra, nie chcę nikomu nic sugerować. Ale skoro już mówimy o religii, to muszę przyznać, że Jezus był fajnym facetem. Śmieszne jest tylko to, że cały Nowy Testament można by tak naprawdę zawrzeć w jednym zdaniu: Kochajcie się nawzajem. Wszystkie jego słowa sprowadzają się właśnie do tego.
Wróćmy na chwilę do muzyki. W porównaniu do twoich poprzednich dzieł, album "Rock Of Faith" jest znacznie smutniejszy, wolniejszy, bardziej melancholijny. Właściwie są na nim tylko ballady.
Wszystko to było jak najbardziej zaplanowane. Przez jakiś czas zastanawiałem się, czy nie powinienem umieścić tam cięższych rockowych kawałków, ale doszedłem do wniosku, że to tylko zepsułoby całą atmosferę tego albumu. Teraz, kiedy słucham tej płyty, wiem, że podjąłem bardzo dobrą decyzję. Od samego początku do samego końca panuje na niej ten sam nastrój, który pozwala słuchaczowi trwać w tym zadumaniu. Taki był plan mój i moich kolegów.
No właśnie. Jak duży wpływ na końcowy efekt miał Clive Nolan?
To świetny gość. Od razu się zrozumieliśmy, od razu okazało się, że mamy tę samą wizję tego, jak ta płyta ma brzmieć. Co ciekawe, taka sytuacja powtórzyła się z pozostałymi muzykami. Tak naprawdę to ja nie musiałem nikomu mówić, co ma robić. Oni sami wiedzieli, czuli to. To było naprawdę coś bardzo przyjemnego. Ta płyta to nie jest tylko moje dzieło. To dzieło nas wszystkich. Każdy, kto przy niej pracował, jest tak samo ważny jak ja. Bez tych chłopaków ta płyta by nie powstała.
To zaleta tak dużego doświadczenia muzycznego i tego, że znasz tylu muzyków, możesz realizować niemal każdy swój zamysł artystyczny.
Rzeczywiście, coś w tym jest. Kiedyś godzinami robiło się próby, wymyślało linijkę po linijce, zwrotkę po zwrotce, a teraz... wystarczy sobie powiedzieć, że ma być melancholijnie i smutno, i każdy wie, co ma robić. Poza tym już sama technika pracy w studiu daje nam większe możliwości. Z takim sprzętem jak dziś kiedyś można by zrobić naprawdę coś niesamowitego, teraz to zwykła codzienność. Mam to szczęście, że mam tak wielu przyjaciół muzyków i mogę praktycznie realizować każde swoje muzyczne marzenie. To wspaniała i bardzo komfortowa sytuacja. I chyba tylko dzięki temu po 30 latach wciąż odczuwam ogromną radość z grania.
Skoro już wspomniałeś, co mógłbyś zrobić, gdybyś wiele lat temu miał taki sprzęt w studiu, to powiedz, czy nie myślałeś, żeby podobnie jak wielu innych muzyków spróbować nagrać niektóre utwory raz jeszcze, zupełnie na nowo? Nadać im taką formę, jaką sobie może kiedyś wymarzyłeś?
Nie wiem. W sumie wystarcza mi to, że gram te utwory na żywo podczas koncertów i wtedy staram się nadać im tę nową formę. Czy zrobiłbym coś takiego w studiu? Chyba raczej nie. To, co jest już raz nagrane, niech pozostanie w takiej formie, w jakiej było. Ale rozumiem tych, którzy decydują się na taki krok. Czasami jest to konieczność, bo są problemy prawne, czasami ktoś uważa, że rzeczywiście może wiele poprawić, no a czasami ktoś po prostu robi to jak Mike Oldfield. (śmiech)
Wystąpiłeś na specjalnym koncercie, który był rejestrowany na potrzeby wydawnictwa DVD. Zagrałeś tylko jedną nową piosenkę. Jak przedstawiają się więc plany związane z trasą promującą "Rock Of Faith"? Planujesz jakieś tournee?
Tak, trasa koncertowa rozpocznie się we wrześniu. Obecnie pracujemy nad specjalnym urządzeniem, dzięki któremu będziemy mogli podczas koncertów uzyskać wszystkie te efekty, które na płycie wygenerowaliśmy przy pomocy komputera. Czeka nas sporo pracy, aby to wszystko przygotować. Niedawno zagraliśmy koncert Londynie, gdzie zaprezentowaliśmy w sumie cztery nowe kompozycje i wygląda na to, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
W Internecie znów pojawiły się plotki, że wspólnie z kolegami z zespołu Asia planujesz nową płytę. Czy to prawda?
Nie. Nie można wierzyć wszystkiemu, co znajdziesz w Internecie. To bardzo użyteczna rzecz, ale niestety coraz częściej znajduję potwierdzenie faktu, że więcej w nim bzdur aniżeli wiarygodnych wiadomości. To bardzo niebezpieczna rzecz. Nie mamy żadnych takich planów. Stosunki między nami są znośne, pozytywne, ale jakoś na razie nie widzę takiej możliwości, abyśmy mogli coś razem nagrać. Każdy z nas ma swoje zajęcia, to raz, a dwa to chyba nie jesteśmy do tego przekonani.
Czy po tych wszystkich przygodach, kłótniach, latach bycia gwiazdą pierwszej wielkości, nie masz już czasami dość?
Nie. Jeszcze do tego nie doszło. Cały czas staram się pamiętać, że ludzie, którzy przychodzą na moje koncerty i kupują moje płyty, tak naprawdę są moim źródłem utrzymania. Czasami oczywiście bywam zmęczony fizycznie długimi podróżami, nieprzespanymi nocami. Ale to nie ma nic wspólnego z muzyką, z byciem artystą. To całkiem inna rzecz i w sumie to nie wiem, czy w ogóle można się czymś takim zmęczyć. Miałem to szczęście, że moja prawdziwa kariera gwiazdy pierwszej wielkości trwała tylko parę lat i było to w latach 80. Później ludzie kojarzyli nazwisko, ale nie potrafili powiedzieć, co ja tak dokładnie robię i chyba tak jest do dzisiaj. Jest grupa tych najwierniejszych fanów, ale poza tym to nie rozpoznają mnie na ulicy, czy też w supermarkecie, kiedy robię zakupy. Dlatego daję sobie z tym wszystkim radę i nie mam większych problemów. Mam to szczęście, że mogę żyć spokojnie.
A czy kiedyś zdarzyła ci się chwila zwątpienia, kiedy pomyślałeś, że może już masz dość, że może czas już skończyć z muzyką, zająć się czymś innym?
Tak, zdarzyło mi się parę razy przeżyć takie chwile zwątpienia. Ale po chwili myślałem: A co innego mógłbym robić, nic innego nie potrafię. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która może mnie powstrzymać od grania, jest starość. Przestanę to robić, kiedy będę już na to za stary albo ciężko zachoruję. Czymś innym mogę się zająć tylko wtedy, kiedy w mojej głowie zabraknie muzycznych pomysłów, kiedy nie będę miał już w tej sprawie do powiedzenia, wypalę się, stracę chęć grania i komponowania...
Czy w ogóle możliwe jest, by zabrakło ci pomysłów i żebyś nie miał muzycznie już nic do powiedzenia?
No cóż, na pewno nie nastąpi to jutro, ale kto wie, nie należy niczego wykluczać. Na tym świecie wszystko jest możliwe. Teraz po nagraniu Rock Of Faith czuję się nieco wypalony, bo włożyłem w pracę nad tą płytą całą swoją energię. Dlatego muszę chwilę odczekać, aż znów zacznie się we mnie to wszystko zbierać. To może zająć tydzień, miesiąc lub nawet pół roku. Dlatego teraz nawet nie myślę o kolejnej płycie. Chcę się nacieszyć tym albumem, który właśnie wydałem. Chociaż... niby nie myślę, ale już na pewno mogę powiedzieć, że następna płyta będzie się mocno różnić od Rock Of Faith.
To twoja druga wizyta w Polsce. Jak ci się tu podoba?
Bardzo. Od ostatniego razu minęło parę lat i zauważyłem naprawdę wiele zmian. Cieszę się, że znów mogłem tu przyjechać, bo pamiętam, jak byłem wtedy doskonale przyjęty przez polską publiczność. Bardzo podoba mi się u was. Wielka Brytania, Niemcy, Francja czy Stany Zjednoczone i Japonia, to kraje w których gwiazdy występują niemal codziennie i ludzie są do tego przyzwyczajeni, nie doceniają tego. U was koncert nawet takiej osoby jak ja, która jakąś wielką gwiazdą nie jest, jest traktowany jako wydarzenie kulturalne. Nie jako komercyjna maszynka do zarobienia pieniędzy. To bardzo miłe podejście i doceniam to. Dzięki temu sam czuję się także bardzo doceniony.
Czy w takim razie jest szansa na to, że jesienią pojawisz się w naszym kraju na trasie promującej "Rock Of Faith"?
Wstępnie zacząłem już przymiarki do tego. I jeśli wszystko potoczy się po mojej myśli, to jest szansa, że zagram w Polsce w sumie pięć koncertów w ramach tej trasy. Mam nadzieję, że się uda, bo bardzo mi na tym zależy.
W takim razie do zobaczenia jesienią. Dziękuję za rozmowę.